Kult
Po 25 latach zagrałem znowu w Kult. Zupełnie inny niż kiedyś, nowocześniejszy, ale nadal mroczny i niepokojący. Przy okazji okazało się, że Mistrz Gry, który go prowadzi, w 1997 roku kupił gdzieś egzemplarz, pożyczył go kumplowi, on dał go do skserowania młodszemu bratu, a on zrobił dwie kopie i jedna trafiła do mojej drużyny.
Jako nastolatek odbiłem się od tej gry. Mieliśmy doświadczenie w zasadzie wyłącznie z Warhammerem i nie potrafiliśmy w ogóle ogarnąć tej tematyki, nie wiedzieliśmy, jak tworzyć przygody, to było po prostu za trudne. Dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej. Moralne dylematy, ukryte motywacje, relacje mogą prowadzić do sesji ciekawszych niż "potwory porwały córkę karczmarza, odzyskajcie ją za mieszek złota". Inna sprawa to to, że trzeba się w nią zaangażować, trochę w nią pograć. Mechanika PbtA niby nadaje się do jednostrzałów, ale żeby ją docenić trzeba dać postaciom trochę pożyć i trochę namieszać. Przyznam szczerze, że dawno nie grałem w ten sposób. Ostatnimi czasy wpadło u mnie dużo indiasów, akcyjniaków, OSRów i przygodowych PbtA, gdzie nie do końca bardzo zagłębiałem się w postać. Spotkanie z Kultem to była ciekawa odmiana. Widzę tu duży potencjał, ale też ciężar i nie do końca wiem, czy chcę, żeby gra przestała być dobrą zabawą, a stała się przeżyciem. Na pewno dam jej kolejne szanse.
PS Wydanie biblijne na żywo jest naprawdę piękne. Zdjęcia w ogóle nie oddają wyglądu tej małej książeczki.
Komentarze
Prześlij komentarz