Potwór Tygodnia: Tales of The Deadly and the Damned



Ponieważ Potwór Tygodnia to jedna z moich ulubionych gier, więc skusiłem się na dobrze oceniane Tales of The Deadly and the Damned. Ta książeczka to zestaw sześciu bardzo różnorodnych tajemnic — od klasycznej historii o duchach, przez nawalankę między wampirami a wilkołakami, aż po polowanie na dziką wielką bestię.
 
To, co najbardziej uderza mnie w tych materiałach, to ich szczegółowość i obszerność. Tajemnice do PT przyzwyczaiły mnie do tego, że są raczej zdawkowe i dają dużą swobodę Strażnikowi i graczom. Dosłownie kilku statystów, 3-4 miejsca, potwór, odliczanie, zahaczki i do boju. Wspólnie zobaczymy, co się stanie. Tu jest inaczej. Mam wrażenie, że to wynik tęsknoty za klasycznymi przygodami i bardziej liniowym podejściem. Każda z tajemnic ma po kilkanaście opisanych szczegółowo osób (w jednej z nich naliczyłem 28 statystów), sporo miejsc do odwiedzenia i przewidywaną fabułę — podzieloną nawet na trzy akty. Odliczanie, które powinno pokazywać, co się dzieje, jak gracze nie reagują, opisuje czasami ich działania, co już w ogóle bardzo mnie zdziwiło. Z drugiej strony wszystko opisane jest całkiem dobrze — postaci mają swoje charaktery (a nawet zdjęcia — każda z nich), miejsca mają porządne opisy. To dobrze zrobiony prep. Tylko to z założenia gra low prep.

Aspekty techniczne są ok. Okładka prezentuje się całkiem nieźle, ale już skład wnętrza nie robi spójnego wrażenia. Tzn, jest na pewno użytecznie, ale jest też sporo nie do końca pasujących do siebie ozdobników i styli (np. obrazki statystów to zdjęcia przepuszczone przez jakiś dziwny konturujący filtr, a pozostałe grafiki są bardzo rysunkowe). Teksty napisane są dobrze. Przyjemnie się je czyta, nie znalazłem też żadnych rażących błędów.

Trudno mi ocenić to wydawnictwo. Tajemnice przygotowane są porządnie, opisane szczegółowo. Wydanie jest poprawne. Ale mam trochę poczucie, jakby to był materiał do innej gry, niż mówi reklama na okładce. Wystarczy porównać te tajemnice z Tome of Mysteries, żeby zobaczyć, jak bardzo się różnią. Ale jeśli komuś w tradycyjnym podejściu brakuje trochę szczegółów, to może Tales of... to propozycja dla niego. Ja zostanę jednak przy przygodach mieszczących się na 2-3 stronach A4. I tak gracze pójdą zupełnie inną drogą, niż mi się wydaje.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Otchłań

Zew Cthulhu: Gra Paragrafowa

Obscure