The Last Hand
Setting jest mroczny. Rok 1920, małe miasteczko na dzikim zachodzie. Jesteście zamknięci w jakimś w miarę bezpiecznym miejscu - stodole, biurze szeryfa, saloonie. Na zewnątrz grasuje COŚ. Potwór, horror, sama śmierć. Chcielibyście to przeczekać, ale nie da się tkwić tu w nieskończoność. Skończy się woda, skończy się jedzenie. Trzeba będzie wyjść.
Mechanika polega na... grze w Texas Hold'em. Dealer wykłada flopa, kolejni gracze dokładają blindy, a następnie się przebija. Dealer się zmienia i gdy każdy z graczy będzie nim dwukrotnie, nadchodzi ostatnie rozstrzygnięcie (The Last Hand), podczas którego sprawdza się najmocniejsze pokerowe układy. Twist polega na tym, że do kart przypisane są prompty - zarówno do ich barw, jak i wartości. Wykładając je, trzeba z nich skorzystać, by opowiedzieć historię.
Flop definiuje problem (np. krew zaczyna spływać po ścianach stodoły), blindy go podbijają (np. gdy dotykamy krwi, to ona parzy), zagrywane karty rozwiązują problem, ale w zależności od wartości mogą też wprowadzić komplikację (np. zrywam z siebie koszulę, żeby zatkać otwór, którym płynie krew, wszyscy widzą tatuaż z pentagramem na moich plecach). Jeśli nie wszystkie karty problemu zostaną przebite, przechodzą do kolejnej sceny. W ostatnim rozstrzygnięciu każda nierozwiązana karta na stole oznacza śmierć postaci - zaczynając od tej z najsłabszym układem.
Muszę powiedzieć, że wygląda to bardzo intrygująco. Świat jest ciekawy (są naprawdę mroczne tabelki i prompty), a mechanika jest wciągająca sama w sobie (spędziliśmy niejeden wieczór na studiach tnąc w Texasa). Muszę teraz tylko znaleźć ekipę, która lubi erpegowe eksperymenty.
Komentarze
Prześlij komentarz