Na Tropie Cthulhu
Trafiło mi się trudne. Na Tropie Cthulhu to inne podejście do śledztw z mackami w tle. Ale nie aż tak inne, jak się spodziewałem.
Mechanicznie gra oparta jest o zasady Gumshoe, które określane są jako nowatorskie i pewnie takie były w 2007 roku. Podstawowe założenie jest takie, że śledztwa nie polegają na szukaniu wskazówek, tylko na ich interpretowaniu. Oznacza to, że jeżeli w danym miejscu jest wskazówka, to używając odpowiedniej umiejętności, po prostu ją znajdujemy i niepotrzebny jest do tego żaden test. Podoba mi się. Ale właśnie, umiejętności. W tej grze nie ma atrybutów, jest za to długa lista umiejętności (ponad 60), do których przypisujemy pule punktów. Test polega na przerzuceniu stopnia trudności i jeśli możemy skorzystać z jakiejś umiejętności (3. powtórzenie "umiejętności" w 3 zdaniach), to możemy "zjeść" punkty z jej puli i dodać je do rzutu. Pula odnawia się na końcu sesji albo czasami przy okazji innych okoliczności. To też całkiem fajne. Są jeszcze zasady dotyczące zdrowia, poczytalności, itd. Chociaż ogólnie podoba mi się to podejście i mechanika brzmi całkiem ok, to nadal mam wrażenie, że jest tego wszystkiego trochę za dużo i jest to niepotrzebnie tak skomplikowane. Chyba coraz bliżej mi do Cthulhu Dark albo Mythos World.
W podręczniku podoba mi się jednak jeszcze kilka rzeczy. Lubię rozdział przedstawiający świat i wycinek historii, który obejmuje gra. Bardzo podoba mi się podejście do bestiariusza, który do każdego potwora przedstawia kilka interpretacji tego, czym on jest (świetna sprawa). Bardzo podoba mi się rozdział "Jak to wszystko złożyć w całość". Warto przeczytać, nawet jeśli nie będzie się tego składać w całość w Na Tropie.
Jeśli chodzi o same przygody, to dostajemy jeden gotowy scenariusz, trzy pomysły na kampanie i rozdział o konwersji ze "zwykłego" Zewu, więc jest z czego korzystać.
Trudno mi podsumować tę grę po samym przeczytaniu podręcznika. Wydaje mi się, że ogólna koncepcja jest słuszna, ale z drugiej strony mam wrażenie, że nadal zasady są niepotrzebnie skomplikowane. Uważam też jednak, że dużo wniosła do rozwoju erpegowych śledztw i pewnie bez niej nie byłoby i Brindlewood i Fear of the Unknown. Podręcznik zapowiadał wydanie dodatków, ale nie widziałem ich na rynku. Być może więc nie cieszył się wystarczającą popularnością, żeby kontynuować serię. Trochę szkoda, bo chętnie bym w nią zagrał, a pewnie byłoby wtedy więcej do tego okazji.
Komentarze
Prześlij komentarz