Dragonbane: Starter

 


Angielską wersję mam na półce od dłuższego czasu, ale dopiero polski starter (do pobrania za darmo ze strony Black Monk Games) skłonił mnie do zagłębienia się w świat tej gry. A jest to świat bardzo ciekawy.

Dragonbane to fantaziak, który mocno nawiązuje do klasycznych źródeł (DnD), ale sięga do nowoczesnych rozwiązań, przy czym mruga też wyraźnie do OSRowców. Trochę jak tradycyjna kaczka, ale podana w sosie figowym. I tak, można grać kaczką.

Mechanicznie dostajemy sześć cech w zakresie 3-18, testujemy k20 roll under, ale są też przewagi i utrudnienia, które dodają kostki, niwelują się nawzajem, itd. Tak naprawdę testujemy jedną z 30 umiejętności, których poziom powiązany jest z atrybutami. Testy można forsować, ale otrzymujemy stany (sześć — każdy powiązany z cechą). Walka jest turowa, istotnym czynnikiem jest inicjatywa pilnowana za pomocą kart do gry, dostępne są akcje i reakcje (unik, parowanie), które też "zjadają" kolejkę. Zasad, modyfikatorów, przypadków jest sporo i tu Dragonbane najbardziej przypomina tradycyjne podejście do erpegowania. Obciążenie jest za to slotowe, magia zjada punkty Siły Woli, trzeba trochę pozarządzać zasobami.

No właśnie, zasobami. Pisałem o mrugnięciu okiem do OSRowców i tu kilka przykładów: walka może być bardzo śmiertelna, szczególnie z trafieniem krytycznym, które podwaja podstawowe kostki obrażeń; lista umiejętności zbudowana jest w taki sposób, że zostawia wiele swobody dla działań graczy, zamiast grania kartą postaci; podział czasu na rundy, tury i wachty; zarządzanie zasobami; eksploracja i przetrwanie. No i tematyka przygód. Nawet w starterze dostajemy do zwiedzenia (i splądrowania) loch, a w nim tabelę zdarzeń losowych. Tu warto wspomnieć o potworach, które otrzymały uwielbianą przeze mnie tabelę losową ataków, dzięki czemu w każdej akcji możemy skorzystać z innej opcji. Świetna sprawa!

Podręcznik wydany jest bardzo estetycznie, ma czytelny i na swój sposób oryginalny skład, a ilustracje mają bardzo specyficzny klimat. Polska edycja jest przygotowana porządnie (znalazłem może jedną literówkę - za to na pierwszej stronie), chociaż niektóre wybory tłumacza są dla mnie trudne do zrozumienia (np. shift jako kwarta zamiast tradycyjnie używanej w OSRach wachty). Można się jednak do nich przyzwyczaić, a całość czyta się dobrze.

Dragonbane to bardzo ciekawa gra, która być może zainteresować zarówno "tradowców" jak i "OSRowców", mając ciekawe rzeczy do zaoferowania każdej z grup. To w ogóle mój ulubiony trend w erpegach — mieszanie się styli i kultur, czerpanie z każdej i próba stworzenia czegoś nowego, jeszcze lepszego niż części składowe. Trzymam kciuki za powodzenie i będę z zainteresowaniem śledził losy tej serii.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Otchłań

Zew Cthulhu: Gra Paragrafowa

Obscure