Dead Halt



Dead Halt to takie piękne dzwactwo. Akcja dzieje się w ogromnym hotelu, w dziwnym roku 1996. Zamieszkują go m.in. szczuroludzie, ropuchy, Konsole i inne dziwactwa. Kiedyś zarządzała nim sztuczna inteligencja, ale w którymś momencie sobie odpuściła. Za barem stoi cyborg, który potrzebuje ekipy serwisowej i zleca jej kolejne zadania. Początek misji to wejście do windy, która wiezie BG na wybrane piętro. A piętrem może być wszystko - ulubiony loch z innej gry, bagno, wnętrze statku kosmicznego, zagracona piwnica z dziwną skrzynią oplecioną łańcuchem... wszystko.

Mechanicznie to poziom PROLE - zamiast puli monet mamy pulę kostek k6, ale sukcesem jest wynik 4-6, więc to tak naprawdę to samo (osobiście w PROLE też gram kostkami zamiast monet, bo wydaje mi się to wygodniejsze). Z ciekawych rzeczy, jeśli przekroczymy dopuszczalny poziom obrażeń, wzywamy Konsolę Medyczną, która pyta, czy chcemy się uleczyć. Pozytywna odpowiedź oznacza, że jedna z naszych kończyn zostanie amputowana i zastąpiona cybernetycznym zamiennikiem, z dodatkowymi możliwościami. To taki awans przez śmierć

Dead Halt wpisuje się świetnie w nurt gier, w których setting, pomysł, ogólna koncepcja są dużo ważniejsze niż mechanika i symulacjonizm. Muszę przyznać, że bardzo mi się podoba i daje sporo możliwości rozegrania dziwnej, trochę innej sesji.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Otchłań

Zew Cthulhu: Gra Paragrafowa

Obscure