Death in Space
Mechanicznie to kolejny hack Mork Borga, ale tym razem dość mocno rozbudowany. Dostajemy modyfikatory przeciwników, które zmieniają stopień trudności podczas walki (inne przy ataku i obronie), zasady podróżowania, dystansu w kosmosie, walki statkami kosmicznymi, paliwa, kondycji sprzętu, napraw, kombinezonów kosmicznych, tlenu, itd. Trochę tego dużo i jest zdecydowanie mniej luźno zabawnie, a więcej w tym survivalu, ostrożności i zarządzania zasobami.
No właśnie, mniej zabawnie. Setting jest do bólu smutny, depresyjny i niefantazyjny. Była wojna, zniszczone stacje kosmiczne, opuszczone kopalnie, psujący się sprzęt. Nie ma w tym świecie żadnego twistu - jak obcy z Obcego, podróż z Battlestar Galactica, odkrywanie światów ze Star Treka, western z Firefly, portale z Expanse albo nawet wielkie kosmiczne robale i infekcja z Vast Grimm też będącego MB wśród gwiazd. Mothership ogrywa to po prostu brutalnym, wypaczonym horrorem. A tu przygoda z podręcznika to: dobijacie do stacji kosmicznej, skończyło się paliwo, nie ma kasy, a statek trzeba naprawić. Brzmi jak przygoda rodziny z dziewiętnastoletnim samochodem, tylko w kosmosie.
Dostajemy więc niezabawny hack MB, taki na poważnie, ze smutnym settingiem naznaczonym trudną codziennością w zniszczonym wojną kosmosie. Za to z mechaniką, która może być przewagą nad stojącym niedaleko Mothershipem (chociaż tam z kolei przyciąga horror). Przy odrobinie chęci da się to zrobić dobrze, ale trzeba dorzucić do worka sporo od siebie - coś ciekawego, jakąś tajemnicę, odrobinę niesamowitości.
Komentarze
Prześlij komentarz