Death in Space



Dużo obiecywałem sobie po tej grze. Ma piękną okładkę, dobry tytuł, a klimat "jesteśmy w kosmosie, mamy przesrane" jest bliski mojemu sercu (pozdrowienia dla Łukasz Kołodziej, który ma zupełnie odwrotnie).

Mechanicznie to kolejny hack Mork Borga, ale tym razem dość mocno rozbudowany. Dostajemy modyfikatory przeciwników, które zmieniają stopień trudności podczas walki (inne przy ataku i obronie), zasady podróżowania, dystansu w kosmosie, walki statkami kosmicznymi, paliwa, kondycji sprzętu, napraw, kombinezonów kosmicznych, tlenu, itd. Trochę tego dużo i jest zdecydowanie mniej luźno zabawnie, a więcej w tym survivalu, ostrożności i zarządzania zasobami.

No właśnie, mniej zabawnie. Setting jest do bólu smutny, depresyjny i niefantazyjny. Była wojna, zniszczone stacje kosmiczne, opuszczone kopalnie, psujący się sprzęt. Nie ma w tym świecie żadnego twistu - jak obcy z Obcego, podróż z Battlestar Galactica, odkrywanie światów ze Star Treka, western z Firefly, portale z Expanse albo nawet wielkie kosmiczne robale i infekcja z Vast Grimm też będącego MB wśród gwiazd. Mothership ogrywa to po prostu brutalnym, wypaczonym horrorem. A tu przygoda z podręcznika to: dobijacie do stacji kosmicznej, skończyło się paliwo, nie ma kasy, a statek trzeba naprawić. Brzmi jak przygoda rodziny z dziewiętnastoletnim samochodem, tylko w kosmosie.

Dostajemy więc niezabawny hack MB, taki na poważnie, ze smutnym settingiem naznaczonym trudną codziennością w zniszczonym wojną kosmosie. Za to z mechaniką, która może być przewagą nad stojącym niedaleko Mothershipem (chociaż tam z kolei przyciąga horror). Przy odrobinie chęci da się to zrobić dobrze, ale trzeba dorzucić do worka sporo od siebie - coś ciekawego, jakąś tajemnicę, odrobinę niesamowitości.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Otchłań

Zew Cthulhu: Gra Paragrafowa

Obscure