Farewell to Arms
Jeśli chodzi o podstawowe informacje, to jest to hack Morg Borga (a nawet wg autorów jego sequel). Główna mechanika jest prawie identyczna. Dochodzą jakieś szczegóły w stylu modyfikatora osłony i celowania, szoku i powalenia (jak HP jest równe 0 albo -1). Te elementy moim zdaniem robią dobre wrażenie. Nie są przekombinowane, a uwzględniają tematykę.
Niestety teraz zaczyna się lista narzekań:
1. Lore jest zupełnym bełkotem. Dodatkowo całość dzieje się w świecie Mork Borga, co wprowadza już jakieś całkowite zamieszanie i jest moim zdaniem zupełnie niepotrzebne.
2. Są okopy, ziemia niczyja, są nawet tabelki do tego, ale tak naprawdę nie mam pojęcia, jak ma wyglądać sesja. Tym bardziej że proponowane misje (może poza jedną) jakoś tego nie eksplorują.
3. Proponowany sposób budowania misji jest taki trochę na kolanie. Trzy fazy, w każdej po 3 pomysły na sceny. Takie to jakieś niby losowe, ale niby liniowe. Jakieś niedograne.
4. Do fazy misji (czyli takiej podstawowej normalnej sesji) gra wprowadza fazę warlordów i fazę dyplomacji. Moim zdaniem są one zupełnie niepotrzebne, mało grywalne i powodują u mnie reakcję: "Co? Po co to jest?"
5. Skład i forma - okładka mnie powaliła, kilka pierwszych stron mi się podobało, a im dalej w las, tym bardziej zryta ziemia. Tak jakby pod koniec zabrakło amunicji.
Podsumowując, pomysł był bardzo intrygujący, podstawy bardzo dobre, ale chyba po drodze zabrakło spójności wizji, konsekwencji i po prostu dobrego wykonania. Zgadzam się z Łotr, że samo podejście do projektu było podobne jak w Pirate Borgu, ale w tamtym przypadku realizacja jest dużo lepsza. Warto nacieszyć oczy okładką, warto spojrzeć na modyfikacje mechaniki, które mogą się przydać przy prowadzeniu na morkborgach szerszych i intensywniejszych działań wojennych. A czy warto postawić na półce, zagłębić się i zagrać? Trudno powiedzieć - nie zaboli, ale też nie zasiądzie na tronie.

Komentarze
Prześlij komentarz