Ostatni Bastion
OB bazuje na całkiem fajnym systemie Minimal OSR FKR Dungeon, który wyszedł jako broszura w ramach wspólnej zbiórki, i o którym już pisałem. W dużym skrócie to taka bardzo lekka mechanika, która mieści się na 2 stronach. Postać ma 3 cechy — wartość ataku powyżej, której trzeba rzucić, żeby trafić przeciwnika, obrażenia (tyle ich zadajesz, jak trafisz) i Punkty Życia, które tracisz, jak dostajesz obrażenia. Pozostała większość rozgrywki ma się odbywać na bazie zaufania między graczami a arbitrem i wierze w rozsądek tego ostatniego.
Sam Ostatni Bastion dodaje do podstawowej mechaniki warstwę świata. I tu pojawia się właśnie sekcja "dobry pomysł":
- Od dłuższego czasu jestem przekonany, że głównym kierunkiem rozwoju OSR jest dodawanie do gier ciekawego świata albo konkretnej sytuacji, o której opowiada gra. Tu duży plusik dla Bastionu.
- Bardzo lubię świat opowiadany za pomocą tabel losowych. Świetnie robią to Podmokłe historie od Pazurem spisane. I tu też jest to zorganizowane w ten właśnie sposób.
- Podoba mi się pomysł wspólnego tworzenia świata przez graczy za pomocą grupy discordowej. Każda rozegrana sesja dokłada nowe elementy lore, które mogą być eksplorowane przez kolejne drużyny. Naprawdę świetna sprawa.
Tu pojawia się jednak sekcja "nie tak świetne wykonanie". Czuć pęd, a z pędu powstaje chaos. Jest dużo fajnych tabelek, ale ich układ i rozmieszczenie na stronach podręcznika, są trudne do ogarnięcia. Dodatkowa część "Saga Martwych Bogów" wprowadza nowe miejsca, rozwinięcia i tabele, ale wprowadza też jeszcze większe zamieszanie. Część tabel się powtarza (chociaż mają inne pozycje), część przydałoby się mieć razem z tymi z pierwszej części, trudno zrozumieć logikę ich pogrupowania i kolejności. Szkoda, bo są naprawdę fajne, ale żeby z nich sensownie korzystać, trzeba naprawdę dobrze nauczyć się, gdzie co jest.
Aspekty techniczne są ok. Okładka twarda, skład czytelny, ilustracje trochę po bandzie, ale ten zinowy undergroundowy styl jakoś mi tu nawet pasuje.
Podsumowując, sporo pomysłów jest tu naprawdę dobrych, duża część wykonania też, ale zabrakło tu trochę drugiego spojrzenia na całość, odłożenia tego na bok i przeczytania jeszcze raz po dwóch tygodniach. Często jest tak, że autor ma w głowie dodatkową warstwę informacji, której nie mają czytelnicy. Dla niego wszystko jest jasne, układ zrozumiały, poruszanie po podręczniku intuicyjne. Okazuje się, że jeśli ten sam materiał wpadnie w ręce osoby, która ma z nim kontakt pierwszy raz, to już nie jest tak różowo. To taka ukryta pochwała procesu redakcji


Komentarze
Prześlij komentarz