Slav Borg

 


Jest taki smutny serial "Pustkowie" o pograniczu polsko-czeskim we wczesnych latach 90-tych. Poprawczak, kopalnia, sklep osiedlowy, wyścigi rozklekotanych złomów, dresy, narkotyki, szary beton i błoto. Pierwszy borg po polsku bardzo mi się z tym kojarzy - to nie jest kolejna kolorowa fantastyka; to powrót do świata, który wielu z nas wciąż ma pod powiekami.

Potworny nekromanta z Galgenbeck przeniósł się do krainy Zgola i rzucił na nią klątwę. "Niech zgnije ta ziemia. Niech pleśnieje i rozkłada się..." A my wcielamy się w ekipę drobnych cwaniaczków, przemierzających betonowe labirynty w poszukiwaniu kolejnej okazji na odwrócenie swojego losu.

Pisałem kiedyś, że borgów jak mrówków i czasem trudno jest znaleźć wśród nich coś szczególnie wyróżniającego lub ciekawego. Często to ta sama gra tylko w nieco innych szatach. Slav Borg wyraźnie wyróżnia się na tym tle. Jestem pod ogromnym wrażeniem kreacji świata i jego elementów. Można tu znaleźć niesamowicie ciekawe i klimatyczne miejsca, postaci, stronnictwa - od mrocznych katakumb pod lokalnym MDK-iem po bezwzględne rządy „Januszexów”. Tabele losowe, generatory, NPCe. To ogromna zaleta tego podręcznika.

Zasady są borgowe i nie ma co się za bardzo w nie zagłębiać. Osobnym tematem jest mechanika wyścigów (samochodoza!), która akurat jakoś mnie nie porwała. To trochę gra w grze (coś jak bitwy morskie w Pirate Borgu). Gdyby mój MG ją opanował i poprowadził, to pewnie wyszłaby z tego fajna scena, ale osobiście nie chciałoby mi się szczególnie tego rozkminiać i pewnie ogarnąłbym wyścig na zwykłych testach (autor zresztą proponuje takie rozwiązanie).

Podręcznik jest dobrze napisany, wszystko jest przejrzyste, ale w konstrukcji zdań, używanym słownictwie i stylu zachowany jest charakter krainy. Redakcja i korekta zasługują na ogromne uznanie (choć wprawne oko dostrzeże drobny błąd w liczbie faz etapów).

Warstwa wizualna budzi we mnie mieszane uczucia – choć ilustracje postaci są świetne, to świadoma, „brzydka” estetyka składu nawiązująca do Telegazety i stron www z lat 90. sprawia, że przeglądanie stron nie jest zbyt przyjemne, mimo że idealnie dopełnia konwencję.

To niezwykle wartościowy i dopracowany produkt, który udowadnia, że polska scena indie ma do zaoferowania coś więcej niż tylko kopiowanie zachodnich wzorców. Życzę ekipie Slavdom Studio zawojowania nim borgowego świata. Niech się ludzie uczą słowiańskiego przykucu!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Maze Rats

Brindlewood Bay: na koniec kampanii

Synthetic Dream Machine: Eternal Return Key