Liminal Horror: Koszmary Kanady
Na kartach broszury znajdziemy m.in. tajemniczy kult Płaczącego Świętego, próbujący wskrzesić pradawny koszmar; złowrogą istotę przypominającą drzewo; stary młyn i Stracha Na Wróble z innego wymiaru; budkę telefoniczną, która odzywa się głosem zmarłej ukochanej osoby i przekazuje ważną informację; czarne jezioro i dziurę bez dna, która wzywa cię, żeby do niej wskoczyć.
Pomysły są intrygujące i niepokojące. Mają jednak klimat, który bardziej pasuje mi do appalaskiego horroru. Wydaje mi się, że część z nich lepiej sprawdziłaby się w Potworze Tygodnia niż w Liminal Horror. Z drugiej strony to kolejny przykład na to, że formuła gry jest dużo szersza niż jej początkowe założenia i skoro dobrze sprawdza się w nieco innej tematyce, to może warto z tego korzystać.
Polskie wydanie jest estetyczne, chociaż rozmiar czcionki sprawił trochę trudności moim poźnonastoletnim oczom. Redakcyjnie i językowo jest ogólnie nieźle, może poza pierwszym wpisem, gdzie tłumaczenie zmienia się z wiersza na wiersz. Płaczący Święty staje się po chwili Łkającym Świętym, a Ostateczna Łza to za moment Ostatnia Łza; pojawia się jeszcze Ostateczny Żal, ale nie jestem pewien, czy to to samo.
Pomimo powyższych wad muszę powiedzieć, że lubię ten dodatek - bezdroża Kanady, budki dzwoniące na pustych ulicach, liście klonu rozwiewane nad brzegiem czarnego jeziora. To moje klimaty.
Komentarze
Prześlij komentarz